Nocne rozważania przy śnieżnym księżycu o skojarzonym dziadostwie

Wreszcie znalazłam wolny czas. Co prawda w nocy i do tego po dość wyczerpującym dniu. Ale zawsze to coś. Załapałam się na ciekawe zjawiska za oknem – pełnia, zwana śnieżnym księżycem, chwilowe zaćmienie i kometa, którą ma być widać za jakąś godzinkę.

589dd06bafa5f_o,size,933x0,q,70,h,cba959

 

B1 choruje u babci, B2 absorbuje mnie caluteńki dzień, za to w nocy śpi tak, że niejedna matka by mi tego pozazdrościła. W domu sterta prasowania, kurz grubszy niż moja tkanka tłuszczowa a ja robię za mleczarnię od świtu do nocy…

Mieliśmy mieć już pierwsze szczepienie. Jednak przez chorobę B1 lekarka odłożyła je na kolejny tydzień.

Zapytacie pewnie o szczepionki. Naturalnie – bierzemy tylko te obowiązkowe. Jestem wielką przeciwniczką skojarzonych paści. Kiedy byłam w pierwszej ciąży, kończyłam studia logopedyczne. Było to dawno, szczepionki skojarzone były wielkim hitem. Rodzice płacili i kłuli, bo myśleli, że jak zapłacą, to będzie – nie wiem – lepsze? skuteczniejsze?  Lekarze rozbudowywali swoje posiadłości, bo płynęła do nich kasa od koncernów za polecanie tego dziadostwa. Sama zapisałam B1 do – rzekomo – najlepszej w mieście pediatry. Jako młoda matka powinnam jej zaufać. Tak się składa, że na zaliczenie logopedii miałam wtedy zrobić analizę przypadku dziecka autystycznego. Wgłębiłam się w temat bardzo, bo mnie on wyjątkowo zaciekawił. Byłam nawet na konferencji, na której prezes Związku Logopedów przedstawił wykład na temat zależności między zdiagnozowaniem autyzmu a szczepionkami skojarzonymi. Już wtedy udowodniono kilka przypadków. I tak jako żółtodziób poszłam z B1 na pierwsze szczepienie, na którym pani doktor z wielkim uśmiechem poleciła mi skojarzoną szczepionkę. Zapytałam ją o skutki uboczne, powiedziała, że nie istnieją. Wiem dobrze, że lekarka znała opisane na konferencji przypadki, bo uczestniczyła ona we wszystkich sympozjach. Zapytałam ją więc konkretnie – czy szczepionki te nie są przypadkiem przyczyną autyzmu. Pani doktor zaprzeczyła.

A ja?

Ja ubrałam B1, podziękowałam grzecznie za przyjęcie nas, wyszłam i już nigdy więcej tam nie zawitałam..

Możecie mówić, co chcecie. Nikt mnie nie przekona, że skojarzone szczepienie jest lepsze dla dziecka. Bo mniej boli? Da się to zapomnieć. Bo mniejsza trauma? W czasie swojego życia dzieciak porozwala kolana, zobaczy, jak jego ukochany pies choruje, dowie się, że święty Mikołaj nie istnieje – to będą prawdziwe traumy. Bo wymęczy się przy tylu igłach? Kto z nas pamięta swoje pierwsze szczepienia? Kto pamięta chociaż to ostatnie???  Bo jak płatne to lepsze? Powiększanie ust do wymiarów tyłka pawiana też nie jest refundowane…

Wnuk mojego kolegi z pracy urodził się kilka tygodni przed B1. Rodzice zaszczepili go płatną opcją – jak to stwierdził kolega – mieli za dużo pieniędzy. Chłopak jest dzieckiem autystycznym. Być może to nie jest przyczyna, może to tylko mrzonki, ale jeśli istnieje choć cień podejrzeń, nie warto ryzykować. Bo kto chciałby na własnym dziecku udowadniać swoją rację?

7 Komentarze

  1. Też szczepie tylko na te o obwiazkowe. Skojarzone szczepionki są wymyslem koncernów farmaceutycznych.

  2. Trudny temat. Tak naprawdę nie ma idealnego rozwiązania, każde niesie ze sobą ryzyko, z którym to ewentualnie rodzicom przychodzi żyć. Ale jeśli już szczepionki, to ja też raczej pojedyncze niż skojarzone. Ale póki co mój trzylatek ma tylko jedno szczepienie i rozwija się bardzo dobrze, a i choruje rzadziej niż szczepiony pięciolatek. Pozdrawiam :)

  3. W tym temacie zawsze będę upierał się, że nie ma nic gorszego jak myślenie: „wydaje mi się, że”…. „uważam, że to wszystko wymysł przemysłu farmaceutycznego…” itd…. itd…. Zasada numer 1… w kwestii zdrowia (a szczególnie dziecka) szukam lekarza, którem po prostu ufam (czasami jest to bardzo żmudna praca…) i trzymam się jego opinii, uwag i zaleceń. Więc, jeśli mówi, żeby szczepić, to robię to bez wahania! A co do przemysłu farmaceutycznego….czy Wy naprawdę sądzicie, że tam pracują sami chciwi krwiopijcy, oszuści i mordercy? Że nie mają sumienia? Że jedynym ich celem jest zarobić jak najwięcej pieniędzy kosztem dzieci? Śmiem twierdzić, że wśród lekarzy i farmaceutów jest statystycznie więcej uczciwych ludzi niż, np… wśród taksówkarzy, policjantów czy też prawników. Gdyby nie ich praca ( oczywiscie wykonywana jedynie z czystej chęci zysku!), to dzisiaj umieralibyśmy jak muchy na dżumę, cholerę, gruźlicę… ba… nawet zwykłą grypę!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.