Nie porównuj mnie!

Pamiętacie ze swojego dzieciństwa chwile, kiedy wracaliście ze szkoły? Mama w fartuchu stała przy garach mieszając zupę albo podlewając wodą żeberka. Jeszcze dobrze nie zamknęliście drzwi, a już padało święte pytanie – co w szkole? Z mniejszym lub większym zapałem zdawaliście relacje z tego jak Janek dał Wam łyka tej wody sodowej, którą sprzedają w warzywniaku a pani od matmy znowu zapomniała o sprawdzianie. Dopiero dreszczyk emocji włączał się po pytaniu o oceny…
Załóżmy, że dostaliście czwórę z minusem (choć wtedy można było jeszcze dostać tak zwane szyny, czyli coś, co było prawie trójką ale znaj łaskę pańską – ledwo cztery minus, minus).
I teraz możemy podzielić się na dwie grupy – tych, co mama z radości da dodatkową porcję żeberek, bo w płotku jedynek taka czwóra to prawie nagroda Nobla; i takich, u których nazwiemy to gorszym dniem, chwilą słabości, mini plamą na honorze piątkowego ucznia… Bez względu na to, czy byliście tym pożal się Jasiem bez ambicji czy zaprymusowanym ideałem, chciałabym skupić się na reakcji rodziców – jakie słowa słyszeliście od mamy?
A) Dałeś z siebie wszystko. Taka porażka/sukces to dla ciebie dobra nauka, jak w przyszłości organizować swój warsztat pracy.
B) Ty leserze/geniuszu!
C) Co inni dostali?
Na sam fakt zapisania trzeciej reakcji podnosi mi się ciśnienie. Oczywiście ta szpila ma wiele postaci:
- Co dostała Marysia?
- Ile było piątek?
- Kto dostał lepszą ocenę od ciebie?
- To inni umieli a ty nie?
- Były lepsze stopnie?
I tak bym mogła to mnożyć…
Rodzice bardzo lubią porównywać swoje dziecko do innych. W ich intencji rzekomo takie słowa mają służyć zmotywowaniu do nauki i skutecznego działania. Że niby dzięki temu ambicje w dzieciaku rosną… By nie było gorsze od innych.
Po jakiego diabła? Dla dziecka to cholerny cios zadany przez najbliższą osobę. Zaczyna czuć, że coś jest z nim nie tak, skoro mama czy tata oczekują, że się zmieni, że będzie takie jak inni, że ważniejsze dla nich są najwyższe wyniki na tle reszty. Dzieciak zaczyna sądzić, że jest gorszy, bardziej leniwy, bo ktoś w klasie jest lepszy od niego. Skoro rodzice chcą znać oceny innych, nie jest istotny jego indywidualny sukces a jedynie to, ilu rówieśników zmiażdżył.
To głupie pytanie sprawia też, że zaburza się relacja między dzieckiem a jego kolegami. Zaczyna się rywalizacja z innymi. Zamiast cieszyć się szkolnym życiem, dzieckotraci czas i nerwy na myślenie o tym, co o nim sądzą rówieśnicy i nauczyciele. Jego poczucie własnej wartości zaczyna zależeć od tego, jak widzą go inni. Skutki odczuwają zarówno dzieci, które nie lubią rywalizować, jak i te, które najczęściej wygrywają: nawet im cały czas towarzyszy strach, że ktoś mimo wszystko okaże się lepszy. W ten sposób traci kolegów, bo zamiast bratniej duszy, widzi w każdym rywala. Ostatecznie staje się zmierzłym samotnikiem na siłę dążącym do perfekcji. To na pozór niewinne porównywanie może zaważyć więc na całym dorosłym życiu.

Ludzie porownywani z innymi w dzieciństwie tracą poczucie własnej wartości, gubią indywidualność, ciągle dążą do jakiegoś ideału mnożąc w sobie chore pierwiastki zazdrości. Bo przecież nikt z nas tak naprawdę nie jest perfekcyjny i tylko życie w zgodzie ze sobą pozwoli na prawdziwe szczęście. Inaczej codzienność przerodzi się we frustrację.
Każde dziecko jest inne i jedyne w swoim rodzaju. Rodzice powinni dbać o to, aby nie zatraciło swojej indywidualności, pobudzać talenty i sprawiać, że będzie miało wysokie poczucie własnej wartości. Dzięki temu wyrośnie na odważnego i asertywnego człowieka. A przede wszystkim będzie szczęśliwe…

Tymczasem porównywanie dziecka z rówieśnikami uczy go, że powinno robić to co inni i ich naśladować. Kim wtedy zostanie? Szarą masą, korpoludkiem ślepo wykonującym zadania i wyrabiającym normy.
Trzeba zrobić wszystko, aby uniknąć takiego błędu, który nagminnie popełniali nasi rodzice. Jesteśmy bogatsi o ich złe nawyki, nie róbmy więc tego samego. Przypomnijcie sobie, co wtedy czuliście… Złość? Frustrację? Żal do rodziców? Nienawiść do dzieci lepszych od Was? Odrazę do samych siebie? Bezsens dalszych starań, jakby ktoś podciął Wam skrzydła? Ile straciliście czasu na obawy, że ktoś Was wyśmieje, bo nie jesteście wystarczająco dobrzy, mądrzy, ładni, zabawni? Z ilu spotkań zrezygnowaliście, do ilu przedsięwzięć nie przystąpiliście z obawy przed oceną ze strony innych ludzi, ile relacji zniszczyliście z zazdrości?
Nie zabijajcie w dzieciach prawa do normalnego życia, nie odbierajcie im poczucia wartości! Nie porównujcie ich z innymi do jasnej cholery!

20 Komentarze

  1. Mnie rodzice nigdy nie porownywali i zawsze mogłam na nich liczyc. Cieszyli się z najmniejszych sukcesów i nie krytykowali w porazkach. I za to jestem im wdzięczna.

  2. Zmoro, trafiłaś w samo sedno. Dokładnie tak czułem się całe życie. Porównywany, beznadziejny i najgorszy. Kiedy dostałem 4 ojciec pytał czy były piątki. Jak 5 to czy były 6. Budziła się we mnie taka agresja wrw ętrzna, że do dziś go szczerze nienawidzę, chociaż nigdy mu tego nie powiedziałem. Zniszczył mi zycie. Ciągle mam poczucie winy że coś robię źle, nie umiem w pracy samodzielnie podejmować decyzji, co jak to określił mój szef było powodem przez który nie zostałem kierownikiem zmiany. Nigdy nie udało mi się spełnić oczekiwań ojca a teraz nie umiem spełnić swoich.

    • Czyli jesteś idealnym przykładem moich rozważań. Bądź silny. Każdy ma w sobie coś wyjątkowego, czego nie da się z nikim porównać. Trzeba to tylko odnaleźć.

  3. Jako nauczyciel mogę podpisać się pod Twoim apelem. Rodzicu, nie porównuj dziecka z innymi, bo miażdżysz je, niszczysz, dajesz sygnał, że nie spełnia twoich oczekiwań!

  4. Tak, porównywanie do innych nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń. Zawsze bowiem można znaleźć kogoś lepszego od nas samych. Na porównywaniu bardzo cierpi pewność siebie. Dziecko przestaje czerpać radość z tego co nowe, z eksplorowania i odkrywania świata, bo zauważa, że nie jest tak sprawne i skuteczne jak inni. Szybko uczy się, że najlepszą techniką radzenia sobie w takich sytuacjach jest zwyczajne unikanie i niepodejmowanie wyzwań. Strategia ta w sposób jednoznaczny zaś ogranicza rozwój malucha.

  5. A do mnie dziecko ma żal, że nie brałam pod uwagę wyników innych… Że mówiłam: „pytam o Ciebie a nie o inne dzieci”- bez względu na to czy tło na którym prezentowało się dziecko było korzystne, czy nie.
    Chyba nie ma złotego środka. A może popełniałam kardynalne błędy?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.