Odłóż ten pistolet!

Oglądacie „Belfra”? Świetny serial o życiu polonisty. „Trochę” inny od „Dnia świra”, choć obaj bohaterowie to moi koledzy po fachu. W ostatnim odcinku uczeń zabrał swoją urażoną dumę na wycieczkę po szkole i zrobił sporą rozpierduchę. Zastrzelił kilka osób, pozamykał drzwi, po czym sterroryzował uczniów i nauczycieli. Przed budynkiem stali jego rodzice. Bezradnie patrzyli, jak antyterroryści celują w głowę ich syna…

Pomyślmy, jak mogło do tego dojść. Chłopak z dobrego domu. Miał wszystko – nie tylko materialne dobra ale też uwagę i zainteresowanie najbliższych. Rodzice przekazywali mu najświętsze wartości. Aż ciśnie się na usta pytanie, w którym momencie pojawił się w nim instynkt zabójcy? Nie wiem. Może podczas odpustu parafialnego, albo na jego urodzinach, a może gdy odwiedził go Święty Mikołaj? Sama nie wiem, kto kupił mu pierwszy pistolet. Mama? Tata? Dziadek? Ciocia? Niemożliwe? Od kogoś przecież musiał go dostać.

Nie, nie chodzi mi o taki, na który trzeba mieć pozwolenie. Mam na myśli tę kupę plastiku zręcznie udającą narzędzie zbrodni. Powiecie, że to zabawka. Serio? Dziwne, że jeszcze w sklepach zabawkowych nie sprzedają tekturowych noży, marihuany z gumy, gier planszowych: „Wysadź samolot”, zestawów małego chemika „Mój pierwszy dopalacz” albo symulatorów rozjeżdżania ludzi ciężarówkami… Przecież to tylko zwykłe zabawki.

Pracowałam kiedyś w świetlicy szkolnej. W pierwszym dniu, kiedy zapoznawałam się z otoczeniem, zobaczyłam w szafie z zabawkami całe pudło pistoletów. Były duże, małe, kolorowe, do złudzenia przypominające prawdziwe i te całkiem odjechane kosmicznie. Natychmiast zabrałam wszystkie i wywaliłam to gówno na śmietnik. Nie można się dziwić dzieciom, że aż buzują agresją, skoro na każdym kroku pozwalamy im na pokazywanie negatywnych emocji.

Czego my je uczymy? Zabijania? Strzelania do siebie? Mało psycholi biega po świecie i ślepo strzela do ludzi? Jak mamy dbać o bezpieczeństwo, skoro na byle targu można kupić za parę złotych chiński badziew dla dzieciaka? Nawet nie wiesz, kiedy przekroczy on cienką granicę i ze świata zabaw przejdzie do reala, wparuje do centrum handlowego i rozbryzga krew przypadkowych przechodniów po szklanych witrynach sklepów.

Masz dziecko? Chcesz za parę lat z drżącym sercem czekać, aż zręczniejszy antytyerrorysta przerzedzi mu mózg kulą? Nie? To weź pudło tak jak ja i wypieprz wszystkie pistolety, karabiny, plastikowe granaty i gry, przez które niewinny brzdąc może stać się mordercą!

7 Komentarze

  1. Hm, przyznam szczerze, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Znaczy nad zabawkowymi pistoletami. Może dlatego, że sama w dzieciństwie miałam jakieś, a instynktu zabójcy w sobie raczej nie obudziłam? Myślę, że to też kwestia relacji rodziców z dzieckiem, ale takiej prawdziwej relacji, a nie powierzchownej, gdzie OBECNOŚĆ zastępuje się prezentami i zabawkami, a wspólne rozmowy sprowadzają do uprzejmych, choć pustych, zapytań „i co tam w szkole?”
    Wydaje mi się też, że po części wynika to z nieznajomości dziecięcej psychiki. Spójrzmy jak wielu rodziców, myśląc zapewne, że ich dziecko jest dość na to dojrzałe (albo nie myśląc wcale, co zapewne jest dużo częstsze), pozwala swojej pociesze oglądać filmy z brutalnymi treściami, grać w gry, w których jest przemoc. W zasadzie zaczynać się to może już od niemowlaka, którego wystawia się na działanie szumiącego niby „gdzieś tam w tle” telewizora. Przedszkolaki zaś sadza się przed bajkami typu „Batman”, „Supermen” (o innych już nawet nie wspominam), z których te dzieci wynoszą raczej to, że Batman skopał komuś tyłek, niż że walczył po stronie „dobra”. (Badania na ten temat opisywała kiedyś na swoim blogu Alicja z mataja.pl)
    Zauważmy, że w kowbojów i indian dzieciaki bawiły się zawsze, ale może mniej destrukcyjny wpływ na ich psychikę miało to, kiedy zabawa powodowana była lekturą Szklarskich, a nie okraszona krwawymi obrazami z filmów i gier…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.