Uroczyście oświadczam…

1-stycznia-pod-sic582ownic485

Dziś w klimacie noworocznym. Jest taki dzień, który został odkryty przez kogo? Oczywiście, że przez amerykańskich naukowców. Nazywa się Blue Monday. To najbardziej depresyjny dzień w roku. Przypada mniej więcej na trzeci tydzień stycznia. Skąd się wziął. Otóż wyliczono, że – oprócz brzydkiej, styczniowej aury i lokalizacji księżyca – to właśnie czas, kiedy uświadamiamy sobie, że nasze postanowienia noworoczne poszły z dymem… I właśnie to nas przygnębia najbardziej. W takim razie, po co te wszystkie obietnice, nie możliwe do spełnienia założenia? Wpieprzając resztki świątecznego sernika wyobrażamy sobie lato 2016, plażę, morze i nas – rozmiar 34, 90x60x90 i sznur facetów za nami… Bo przecież idzie nowy rok a wraz z nim POSTANOWIENIA! Będę najlepsza, najmądrzejsza, schudnę sto kilo i nauczę się sześciu języków. Codziennie będę jeździć konno, chodzić na basen, siłownię, jogę i do terapeuty. Pójdę na kurs gotowania, tańca, szydełkowania, garncarstwa i NLP. Będę odwiedzać rodziców, ciotki, babcie, teściów i nie pokłócę się z nikim, nauczę się salsy, walca i tanga, codziennie będę biegać rano i wieczorem. Kupię psa, zmienię pracę, wyrzucę stare buty, powiem mu/jej co tak naprawdę myślę i codziennie przeczytam jedną książkę. Wszystko zrobię! Dobrze, że zapał umiera wraz z nadejściem drugiego dnia stycznia, bo by chyba tych Blumondajów musiało być 365 w roku…

Tymczasem życzę wszystkim szampańskiej zabawy – nieważne z kim, gdzie  jak.

I oczywiście wielu ambitnych (jednodniowych)postanowień!

I pamiętajcie:

Żurawinowo – miodowy kaczorek !

Kaczka staje się coraz bardziej powszechna w supermarketach. Kiedyś była to droga propozycja. Dziś cena mięsa jest zbliżona do ceny kurczaka. Kupiłam w Carrefour cztery udka z kaczki (13zł./kg) i włączyłam swoją smakową wyobraźnię :-)
Postanowiłam przygotować wersję na słodko. Taka opcja podwieczorkowa lub kolacyjna.
Zamarynowałam udka w miodzie, szczypcie curry, ziołach prowansalskich i przyprawie do drobiu z Rossmanna (naturalne składniki: majeranek, kurkuma, cząber, rozmaryn, szałwia, mięta, bazylia, tymianek, oregano, papryka ostra, gałka muszkatołowa, marchew, cebula, pietruszka, pieprz).
Im dłuższa marynata, tym intensywnejszy smak. Niestety, ze względu na czasowe ograniczenia, po godzinie wrzuciłam zamarynowane mięso do worka do pieczenia, dodałam garść suszonej żurawiny i pół szklanki orzechów nerkowca.
Mięsko piekło się w worku 60 minut w piekarniku z termoobiegiem w 150 stopniach. Po godzinie zawartość worka przełożyłam do naczynia żaroodpornego i zostawiłam w piekarniku jeszcze na godzinkę. Kwadrans przed upływem czasu zmniejszyłam temperaturę w piecu do 120 stopni.
Kaczorek wyszedł mięciutki i bardzo delikatny. Znakomita propozycja na zbliżające się święta :-)

image

Na bogato

Moja teściowa co roku przed świętami przypomina mi o tym, że konieczny jest makowiec na stole wigilijnym. Dlaczego?  Bo mak jest na pieniądze.
Nie jestem straszną zaboboniarą, ale jeśli coś pomóc może, to z pewnością nie zaszkodzi.
Dlatego bez względu na rodzaj diety, rozmiar, modę, czy inne czynniki, makowiec na moim stole musi być!
Na szczęście udało mi się wypracować sposób na w miarę niskokaloryczny ale przepyszny zawijaniec.
Oczywiście z miłą chęcią podzielę się z Wami przepisem.
Składniki na masę:
- 250g maku
- 3 łyżki cukru trzcinowego
- 3 łyżki jogurtu naturalnego
- aromat arakowy
- skórka z pomarańczy
- dwie łyżki miodu

Mak zalewam dwiema szklankami wody i gotuję pół godziny. Mielę dwukrotnie i po całkowitym wystygnięciu dodaję cukier, jogurt, drobno pokrojoną skórkę pomarańczy, aromat i miód. Mieszam i zamykam w pojemniku.

Odstawiam na bok, bo muszę zająć się ciastem, do którego potrzebuję:
- 3 łyżki otrąb owsianych
- 3 jajka
- 1 łyżka skrobii kukurydzianej
- 1 łyżka odtłuszczonego mleka w proszku
- 300g białego, chudego sera
- 2 łyżki jogurtu greckiego 0%
- łyżka cukru trzcinowego
- łyżeczka proszku do pieczenia

Żółtka oddzielam od białek i miksuję z resztą składników. Z białek ubijam sztywną pianę i bardzo delikatnie mieszam z resztą masy. Wylewam na wyłożoną papierem do pieczenia blachę – tę kwadratową z piekarnika – I piekę 25 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni. Wyciągam upieczone ciasto i kładę je na dużej ścierce. Smaruję makową masą i zawijam delikatnie.

image

image

image

I tak powstaje najpyszniejszy element naszego wigilijnego stołu.
Już wkrótce u nas zagości. A nóż przyniesie ze sobą wygraną w totolotka…
Mam nadzieję, że Wy też się skusicie!

image

Przyczajony banan

Nie każde dziecko lubi banany. Moje wręcz dławi się na sam ich widok. Znalazłam więc sposób na bezbolesną aplikację ich do organizmu mojego małego uparciucha.
Robię ciasto naleśnikowe z mąki, jajek, mleka i wody, dodaję zmiksowane banany i łyżkę cukru wanilinowego. Smażę na odrobince oleju rzepakowego, aż się zarumienią i podaję z białym serem zmieszanym z jogurtem kremowym. Posypuję cukrem pudrem – dla smaku i wyglądu.
Ku mojej uciesze – trzy naleśniki zostały wchłonięte przez małego żarłoka.
A Wy jakie macie sposoby na niejadka?

image

image

image

Detox

Obiecałam wczoraj, że napiszę o oczyszczaniu organizmu zaleconym przez moją dietetyczkę.

Po wywiadzie na pierwszej wizycie wyszło, że mój brak chęci do życia, wieczne stany depresyjne i ogólne złe samopoczucie może być związane nie tylko ze złym trybem odżywiania, ale również z wynikającym z tego właśnie zanieczyszczeniem organizmu. Spożywanie słodyczy- które przecież uwielbiam –  mleka, a także nieprawidłowe łączenie posiłków w potrawach sprzyja zagnieżdżeniu się w przewodzie pokarmowym obcych mikroorganizmów – bakterii , grzybów , drożdży . Te pasożyty wdzierają się do śluzówki dróg pokarmowych , żywią się naszą krwią i wydalają  w  nas trujące produkty fizjologiczne –  toksyny, które są przyczyną bólów  głowy , różnego rodzaju alergii, szybkiego męczenia się , anginy, przeziębień, katarów,  częstych zapaleń oczu, pęcherza moczowego, nerek, silnych bólów brzucha , wątroby , nerek.  itd.

Jednym słowem działalność  tych bakterii w naszym organizmie robi spustoszenie niszcząc zdrową mikroflorę . Bakterie chorobotwórcze powodują dysbakteriozę , na którą cierpi , według specjalistów , do 80 % populacji , niezależnie od wieku.

Dietetyczka zaleciła mi trzydniowy detox, który miałam przeprowadzić w weekend, ze względu na prawdopodobieństwo złego samopoczucia.

W pierwszym dniu miałam wypić 2,5 litra kefiru w 6 dozach wraz z 1-2 grzankami  pieczywa ciemnego. Oczywiście nie wolno mi było spożywać nic poza tym. 

Drugiego dnia piłam sok z jabłek w 6 dozach  wraz z grzankami   ciemnego  pieczywa. Sok powinien być świeżo przygotowany, ja jednak kupiłam „gotowca” – w Biedronce można kupić sok wyciśnięty z samych owoców, bez żadnych dodatków. Na szczęście jabłkowy też był, więc nie musiałam bawić się z wyciskarką. 

Trzeciego dnia mogłam jeść sałatki tylko z gotowanych warzyw ( buraki , marchew , dodać kiszone ogórki , kiszoną kapustę  , olej roślinny (lniany) , wraz z grzankami ciemnego  pieczywa. Porobiłam sobie kilka różnych sałatek dla urozmaicenia. I to chyba był najsmaczniejszy moment.

Mimo ostrzeżeń dietetyczki nie czułam się źle. W żadnym z tych dni nie poczułam głodu ani nie zrobiło mi się słabo. Jedyny problem – jak zwykle – miałam z pęcherzem. Ale tego można było się spodziewać. Wielkich efektów nie widzę, ale podejrzewam, że w organizmie ubyło wiele toksyn, bo lepiej mi się śpi i budzę się rano bardziej odprężona.

Ciekawa jestem, czy na Was takie oczyszczanie zadziała podobnie. Czekam na relacje z Waszych doświadczeń.

Jagodowo – czekoladowa rozkosz

Sprzedam Wam ciekawy, bardzo szybki i łatwy w przyrządzeniu przepis na pyszny smakołyk. Poleciła mi go moja dietetyczka. Co prawda odrobinę go zmieniłam, jednak zachowałam proporcje i kaloryczność. W wersji pierwotnej składnikiem były wiśnie, ja zamieniłam je na jagody.

Oczywiście żyjąc w stadzie (czyt. małżeństwie) musiałam zrobić dwie wersje – dietetyczną dla mnie i mocno kaloryczną dla mojego małżonka.

Kupiłam w Biedronce makaron czekoladowy i serek wiejski z jagodami.

12278238_942204195869648_415759648_n

 

 

Do garnka wrzuciłam garść zamrożonych jagód (z mojego ogrodu), dodałam zaprawkę jagodową z serka wiejskiego i zagotowałam.

Zostawiłam na płycie, dopóki jagody nie zmieniły się w jednolitą masę.

 

W wersji kalorycznej – zamrożone jagody zasypałam cukrem wanilinowym i uprażyłam na maśle.

Makaron wrzuciłam do osolonej (sól oczywiście o obniżonej zawartości sodu)  wody i gotowałam przez 8 minut. Gdybym robiła tylko wersję kaloryczną, mogłabym dodać łyżkę oleju, żeby makaron się nie sklejał. Odpuściłam jednak ze względu na kalorie.

Na talerz wyłożyłam cieplutki makaron, nałożyłam łyżkę serka wiejskiego i ugotowane jagody. W wersji dietetycznej trzymałam się gramatury – 150g makaronu i duża łyżka jagód. W wersji kalorycznej – dowolnie.

Wersja dietetyczna:

Wersja kaloryczna:

Danie jest przepyszne. Nie dość, że sycące, to jeszcze sprawia wielką rozkosz podniebieniu! Obydwie wersje wspaniałe. Małżonek wsunął dokładkę, więc musiało być smaczne!

Danie co prawda mojemu dziecku nie przypadło do gustu – wiadomo, że dzieci jedzą oczami… Dlatego też i takie słodkości pojawiły się na moim stole:

Najlepsze jest to, że wcale mnie nie kusiły. Widocznie makaron z jagodami zaspokoił moją potrzebę na słodkości.

Mam nadzieję, że i Wam zasmakuje to danie.

Smacznego!